Poniższy materiał powstał
dzięki wsparciu
naszych Ryzykownych Patronów.
Dołącz do nich!


Warszawa, XX.05.20XX

Załącznik nr 15002904

Transkrypcja rozmowy nagranej przez podsłuch. Biorą w niej udział obiekt J811 (Rozmówca A) oraz obiekt J811-b (Rozmówczyni B).

POCZĄTEK TRANSKRYPCJI

Rozmówczyni B: Już się zbierasz? Mógłbyś jeszcze zrobić mi masaż.

Rozmówca A: Jak będziesz mnie tak zatrzymywać, to kiedyś naprawdę zobaczę ten wschód słońca.

B: Pfff, daj spokój, do wschodu jeszcze daleko. Pewnie zgłodniałeś i dlatego próbujesz się tak szybko wyrwać? Chodź, jak ty mi nie chcesz zrobić masażu, to ja ci zrobię. Póki jesteś ciepły. (po chwili) Nie miałeś tu kiedyś łaty z futra?

A: A co, stęskniłaś się za nią?

B: Za twoją fursoną? Mrau!

A: Za czym?

B: Ok, boomer. Czasem zapominam, jaki jesteś stary. Takie… zwierzęce alter-ego? Hm?

A: Brzmi jak Bestia. I nie jest żadną, jak to się nazywało? Fursona? Raczej byś przy niej nie mruczała.

B: Ech, Hunter, Hunter. Ciekawe, czy te wszystkie twoje fanki wiedzą, jaki czasem potrafisz być nudny. O, wiem! To może opowiesz mi chociaż, jaki miałeś najdziwniejszy romans ever?

A: O Jezu, wypytujesz mnie o moje byłe?

Była kiedyś taka laska. Grałem mały koncert w przydymionej knajpie w piwnicy. Tak, wiem, co druga knajpa w Krakowie taka jest. Po koncercie zszedłem do baru się napić. Wtedy zobaczyłem ją i pomyślałem, że jej krew będzie świetnym uzupełnieniem do piwa. Zamówiłem jej drinka, pogadaliśmy i gdy uznałem, że wszystko dobrze idzie, zapytałem: „Nie sądzisz, że te ubrania są jak łańcuchy ograniczającego nas systemu? Może je z siebie zerwiemy?”.

B: (plaśnięcie w czoło) Hunter, nie wierzę. Ten sam cringe’owy tekst, którego użyłeś na mnie. Niby muzyk, a zero kreatywności.

A: Przecież działa. Jesteś na to dowodem. Chociaż fakt, wtedy akurat nie zadziałał. Wyśmiała mnie, ale i tak dostałem jej numer. Wjechała mi na ambicję. Spotykaliśmy się i do niczego nie dochodziło.

Była trochę dziwna. Zawsze nosiła ciemne okulary. Kto normalny chodzi po nocy w ciemnych okularach? Do tego tona make-upu. Ciągle zapraszała mnie do takiego jednego baru mlecznego. Nie wiem, jak mogłem się od razu nie domyślić, że coś jest nie tak.

B: Czy ta historia zmierza w tym kierunku, w którym myślę, że zmierza?

A: No… Tak. Okazało się, że oboje jesteśmy ofiarami Maskarady. Dwie pijawki wyłażące ze skóry, żeby udawać przed sobą śmiertelników. To dzięki niej poznałem Jadźkę.

B: Ofiary Maskarady? Chyba bardziej ofiary losu. (parsknięcie) Może jeszcze powiesz, że z nią też jeździłeś na długie przejażdżki przy dźwiękach swojej ulubionej Metalliki?

A: Już stwierdziłaś, że nie jestem kreatywny.

B: No chyba, że śpiewając pod prysznicem?

A: Przecież wiem, że to lubisz. Doskonale pamiętam, jak przychodziłaś na wszystkie koncerty. Nie powiesz mi, że mój wokal nie był jednym z powodów.

B: No był, był… Przed przemianą też tak zajebiście długo trzymałeś nutę, czy pomógł ci fakt, że nie musisz oddychać?

A: Zaczynałem jeszcze za życia i nieskromnie powiem, że wtedy też szło mi to całkiem nieźle. A może to tęsknota za dawnymi czasami? Wspominanie ich lepszymi niż były. Starzy ludzie podobno tak mają.

B: To się jakoś tak mądrze nazywa, hmmm, mitologizacja przeszłości? Gdzieś o tym czytałam. Swoją drogą, miałeś wtedy jakieś marzenia? Czy żyłeś tylko chwilą?

A: Chciałem być sławny. Zapisać się jakoś w historii. Proste marzenia prostego chłopaka. Dopiero później zrozumiałem, że tak naprawdę chcę walczyć z władzą wykorzystującą zwykłych ludzi.

B: Później? Przed czy po przemianie?

A: Jeszcze przed. Przemieniony zostałem parę lat po pierwszym „sukcesie”, obaleniu komunizmu. Wszyscy zachłysnęli się zwycięstwem, a wystarczyło chwilę pomyśleć, by zrozumieć, że tak naprawdę niewiele się zmieniło i trzeba walczyć dalej.

To były lata dziewięćdziesiąte. Mała demonstracja w mieścinie, której nazwy już nawet nie pamiętam. Użyli przeciw nam ostrej amunicji. Nie wiem, czy to był rozkaz z góry, czy mundurowi za bardzo poczuli się jak kowboje na Dzikim Zachodzie. Potem słyszałem tylko stłumione krzyki, ktoś mnie gdzieś odciągał.

Może to cię zaskoczy, ale nawet nie pamiętam bólu. Ocknąłem się w jakiejś zapomnianej melinie. Po kulce nie było śladu. Podobnie jak po oznakach życia.

B: I jaki on był? Nie, czekaj, niech zgadnę, to była jakaś laska, prawda?

A: Taaa… A potem mieliśmy długi i burzliwy romans. (chwila ciszy) Czekaj. Chyba w to nie uwierzyłaś, Ariel? To był Witold. Gość wyglądający na czterdziestkę. Anarch z krwi i kości. Obserwował mnie już wcześniej. Tak naprawdę byliśmy bardzo do siebie podobni. Chociaż z oczywistych względów on miał większe doświadczenie. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Można by rzec, że jak ojciec z synem.

Dawno się nie odzywał. Ciekawe, czy jeszcze żyje.

B: Hmmm… Ciekawe, czy przed zwampirzeniem byłeś takim samym Hunterem jak teraz. Jak myślisz, zmieniłeś się?

A: Jeszcze pewniej kroczyłem obraną ścieżką. Już umarłem, więc co więcej mogli mi zrobić? Nie miałem nic do stracenia.

B: Taaak? Hm, to dlatego tak łatwo podpadasz innym? Ale skoro nie masz nic do stracenia, to czemu wyjechaliśmy z Krakowa, co?

A: To oni podpadają mnie. A co do Krakowa, mogliśmy trochę przesadzić z Agatką. No i zdarzyło mi się powiedzieć paru osobom, co o nich myślę. Pewnie się domyślasz, że nie zrobiłem tego grzecznie. Baron, pijawki będące blisko niego. Nawet Lea, stwórczyni Mariusza, za mną nie przepada. Muszą ochłonąć i najlepiej, jeśli nie będzie mnie przez jakiś czas w pobliżu.

Pewnie powiesz, że jednak się boję i mam coś do stracenia, co? I po części masz rację. Jesteś jednym z powodów wyjazdu z Krakowa. Nie chciałem, by cię skrzywdzili, żeby się na mnie odegrać, albo wykorzystali cię przeciw mnie.

B: Teraz udajesz słodziaka, co? Jestem twoim słabym punktem?

A: Chyba nie dam rady dłużej tego ukrywać. Tak, jesteś moim słabym punktem.

Mam do ciebie słabość i dlatego tak się teraz uzewnętrzniam.

(chwila ciszy)

B: Skoro tak, to czemu kazałeś mi wynająć pokój w hostelu, a sam siedzisz w tym syfskim tartaku? Co cię tam niby trzyma?

A: Tu jesteś bezpieczna. A przy tartaku trzymają mnie wspomnienia… i poczucie winy. Spędziłem tam trochę czasu z innymi takimi jak ja. Większość z nich lubiłem, chociaż nie we wszystkim się zgadzaliśmy.

B: Czegoś tu nie rozumiem. Przecież ty tak naprawdę lubisz być sam. Znaczy, jasne, koncerty, seks, cały ten rock’n’roll, ale jak przyjdzie co do czego, to wkładasz kurtkę i idziesz się przejechać. A teraz się dowiaduję, że mieszkałeś w takiej jakby komunie?

A: To było coś innego. Jasne, mieszkaliśmy pod jednym dachem, ale jak ktoś potrzebował pobyć sam, to nie było z tym problemu. Raz siadałem z nimi przy ognisku i wymienialiśmy się opowieściami, a innym razem znikałem na całą noc w lesie.

B: Heh… No dobra, skoro wolisz ten barłóg, to przecież cię nie zmuszę. (chwila ciszy) A te nowe pijawki tutaj? Spoko są? Kojarzę tylko Mariusza.

A: Mariusz jest po prostu świetnym kumplem. W świecie pijawek naprawdę trudno takiego znaleźć. Mogę mu zaufać we wszystkim i nie muszę martwić się, że za parę lat będzie chciał wykorzystać to przeciw mnie i wbić mi nóż w plecy. Skoczyłbym za nim w ogień.

Vespa jest… Tu mam zagwozdkę. Z jednej strony lubię w niej to, że zamiast czczych gadek przechodzi od razu do czynu. Z drugiej zaś jej działania robią więcej złego niż dobrego. Mimo to nie skreślam jej. Nadawałaby się na dobrą towarzyszkę walki z systemem.

Została Milena. Tej to się dopiero trafiło. Bycie cienkuszem to musi być paskudna sprawa. Za dnia nie wyjdzie, a i tak jest słabsza od innych pijawek. Trochę jej tego współczuję. Jest spokojna, grzeczna. Taka szara myszka. Nie daje powodów, by jej nie lubić.

I wiesz co, jest całkiem ładna. Spodobałaby ci się. Może kiedyś ją tu zaprosimy? W sumie nie pytałem, czy jest zajęta.

B: Mówisz, że nasze nie-życie erotyczne potrzebuje urozmaicenia? W sumie…

KONIEC TRANSKRYPCJI

Poniższy materiał powstał
dzięki wsparciu
naszych Ryzykownych Patronów.
Dołącz do nich!


Warszawa, XX.05.20XX

Załącznik nr 15002904

Transkrypcja rozmowy nagranej przez podsłuch. Biorą w niej udział obiekt J811 (Rozmówca A) oraz obiekt J811-b (Rozmówczyni B).

POCZĄTEK TRANSKRYPCJI

Rozmówczyni B: Już się zbierasz? Mógłbyś jeszcze zrobić mi masaż.

Rozmówca A: Jak będziesz mnie tak zatrzymywać, to kiedyś naprawdę zobaczę ten wschód słońca.

B: Pfff, daj spokój, do wschodu jeszcze daleko. Pewnie zgłodniałeś i dlatego próbujesz się tak szybko wyrwać? Chodź, jak ty mi nie chcesz zrobić masażu, to ja ci zrobię. Póki jesteś ciepły. (po chwili) Nie miałeś tu kiedyś łaty z futra?

A: A co, stęskniłaś się za nią?

B: Za twoją fursoną? Mrau!

A: Za czym?

B: Ok, boomer. Czasem zapominam, jaki jesteś stary. Takie… zwierzęce alter-ego? Hm?

A: Brzmi jak Bestia. I nie jest żadną, jak to się nazywało? Fursona? Raczej byś przy niej nie mruczała.

B: Ech, Hunter, Hunter. Ciekawe, czy te wszystkie twoje fanki wiedzą, jaki czasem potrafisz być nudny. O, wiem! To może opowiesz mi chociaż, jaki miałeś najdziwniejszy romans ever?

A: O Jezu, wypytujesz mnie o moje byłe?

Była kiedyś taka laska. Grałem mały koncert w przydymionej knajpie w piwnicy. Tak, wiem, co druga knajpa w Krakowie taka jest. Po koncercie zszedłem do baru się napić. Wtedy zobaczyłem ją i pomyślałem, że jej krew będzie świetnym uzupełnieniem do piwa. Zamówiłem jej drinka, pogadaliśmy i gdy uznałem, że wszystko dobrze idzie, zapytałem: „Nie sądzisz, że te ubrania są jak łańcuchy ograniczającego nas systemu? Może je z siebie zerwiemy?”.

B: (plaśnięcie w czoło) Hunter, nie wierzę. Ten sam cringe’owy tekst, którego użyłeś na mnie. Niby muzyk, a zero kreatywności.

A: Przecież działa. Jesteś na to dowodem. Chociaż fakt, wtedy akurat nie zadziałał. Wyśmiała mnie, ale i tak dostałem jej numer. Wjechała mi na ambicję. Spotykaliśmy się i do niczego nie dochodziło.

Była trochę dziwna. Zawsze nosiła ciemne okulary. Kto normalny chodzi po nocy w ciemnych okularach? Do tego tona make-upu. Ciągle zapraszała mnie do takiego jednego baru mlecznego. Nie wiem, jak mogłem się od razu nie domyślić, że coś jest nie tak.

B: Czy ta historia zmierza w tym kierunku, w którym myślę, że zmierza?

A: No… Tak. Okazało się, że oboje jesteśmy ofiarami Maskarady. Dwie pijawki wyłażące ze skóry, żeby udawać przed sobą śmiertelników. To dzięki niej poznałem Jadźkę.

B: Ofiary Maskarady? Chyba bardziej ofiary losu. (parsknięcie) Może jeszcze powiesz, że z nią też jeździłeś na długie przejażdżki przy dźwiękach swojej ulubionej Metalliki?

A: Już stwierdziłaś, że nie jestem kreatywny.

B: No chyba, że śpiewając pod prysznicem?

A: Przecież wiem, że to lubisz. Doskonale pamiętam, jak przychodziłaś na wszystkie koncerty. Nie powiesz mi, że mój wokal nie był jednym z powodów.

B: No był, był… Przed przemianą też tak zajebiście długo trzymałeś nutę, czy pomógł ci fakt, że nie musisz oddychać?

A: Zaczynałem jeszcze za życia i nieskromnie powiem, że wtedy też szło mi to całkiem nieźle. A może to tęsknota za dawnymi czasami? Wspominanie ich lepszymi niż były. Starzy ludzie podobno tak mają.

B: To się jakoś tak mądrze nazywa, hmmm, mitologizacja przeszłości? Gdzieś o tym czytałam. Swoją drogą, miałeś wtedy jakieś marzenia? Czy żyłeś tylko chwilą?

A: Chciałem być sławny. Zapisać się jakoś w historii. Proste marzenia prostego chłopaka. Dopiero później zrozumiałem, że tak naprawdę chcę walczyć z władzą wykorzystującą zwykłych ludzi.

B: Później? Przed czy po przemianie?

A: Jeszcze przed. Przemieniony zostałem parę lat po pierwszym „sukcesie”, obaleniu komunizmu. Wszyscy zachłysnęli się zwycięstwem, a wystarczyło chwilę pomyśleć, by zrozumieć, że tak naprawdę niewiele się zmieniło i trzeba walczyć dalej.

To były lata dziewięćdziesiąte. Mała demonstracja w mieścinie, której nazwy już nawet nie pamiętam. Użyli przeciw nam ostrej amunicji. Nie wiem, czy to był rozkaz z góry, czy mundurowi za bardzo poczuli się jak kowboje na Dzikim Zachodzie. Potem słyszałem tylko stłumione krzyki, ktoś mnie gdzieś odciągał.

Może to cię zaskoczy, ale nawet nie pamiętam bólu. Ocknąłem się w jakiejś zapomnianej melinie. Po kulce nie było śladu. Podobnie jak po oznakach życia.

B: I jaki on był? Nie, czekaj, niech zgadnę, to była jakaś laska, prawda?

A: Taaa… A potem mieliśmy długi i burzliwy romans. (chwila ciszy) Czekaj. Chyba w to nie uwierzyłaś, Ariel? To był Witold. Gość wyglądający na czterdziestkę. Anarch z krwi i kości. Obserwował mnie już wcześniej. Tak naprawdę byliśmy bardzo do siebie podobni. Chociaż z oczywistych względów on miał większe doświadczenie. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Można by rzec, że jak ojciec z synem.

Dawno się nie odzywał. Ciekawe, czy jeszcze żyje.

B: Hmmm… Ciekawe, czy przed zwampirzeniem byłeś takim samym Hunterem jak teraz. Jak myślisz, zmieniłeś się?

A: Jeszcze pewniej kroczyłem obraną ścieżką. Już umarłem, więc co więcej mogli mi zrobić? Nie miałem nic do stracenia.

B: Taaak? Hm, to dlatego tak łatwo podpadasz innym? Ale skoro nie masz nic do stracenia, to czemu wyjechaliśmy z Krakowa, co?

A: To oni podpadają mnie. A co do Krakowa, mogliśmy trochę przesadzić z Agatką. No i zdarzyło mi się powiedzieć paru osobom, co o nich myślę. Pewnie się domyślasz, że nie zrobiłem tego grzecznie. Baron, pijawki będące blisko niego. Nawet Lea, stwórczyni Mariusza, za mną nie przepada. Muszą ochłonąć i najlepiej, jeśli nie będzie mnie przez jakiś czas w pobliżu.

Pewnie powiesz, że jednak się boję i mam coś do stracenia, co? I po części masz rację. Jesteś jednym z powodów wyjazdu z Krakowa. Nie chciałem, by cię skrzywdzili, żeby się na mnie odegrać, albo wykorzystali cię przeciw mnie.

B: Teraz udajesz słodziaka, co? Jestem twoim słabym punktem?

A: Chyba nie dam rady dłużej tego ukrywać. Tak, jesteś moim słabym punktem.

Mam do ciebie słabość i dlatego tak się teraz uzewnętrzniam.

(chwila ciszy)

B: Skoro tak, to czemu kazałeś mi wynająć pokój w hostelu, a sam siedzisz w tym syfskim tartaku? Co cię tam niby trzyma?

A: Tu jesteś bezpieczna. A przy tartaku trzymają mnie wspomnienia… i poczucie winy. Spędziłem tam trochę czasu z innymi takimi jak ja. Większość z nich lubiłem, chociaż nie we wszystkim się zgadzaliśmy.

B: Czegoś tu nie rozumiem. Przecież ty tak naprawdę lubisz być sam. Znaczy, jasne, koncerty, seks, cały ten rock’n’roll, ale jak przyjdzie co do czego, to wkładasz kurtkę i idziesz się przejechać. A teraz się dowiaduję, że mieszkałeś w takiej jakby komunie?

A: To było coś innego. Jasne, mieszkaliśmy pod jednym dachem, ale jak ktoś potrzebował pobyć sam, to nie było z tym problemu. Raz siadałem z nimi przy ognisku i wymienialiśmy się opowieściami, a innym razem znikałem na całą noc w lesie.

B: Heh… No dobra, skoro wolisz ten barłóg, to przecież cię nie zmuszę. (chwila ciszy) A te nowe pijawki tutaj? Spoko są? Kojarzę tylko Mariusza.

A: Mariusz jest po prostu świetnym kumplem. W świecie pijawek naprawdę trudno takiego znaleźć. Mogę mu zaufać we wszystkim i nie muszę martwić się, że za parę lat będzie chciał wykorzystać to przeciw mnie i wbić mi nóż w plecy. Skoczyłbym za nim w ogień.

Vespa jest… Tu mam zagwozdkę. Z jednej strony lubię w niej to, że zamiast czczych gadek przechodzi od razu do czynu. Z drugiej zaś jej działania robią więcej złego niż dobrego. Mimo to nie skreślam jej. Nadawałaby się na dobrą towarzyszkę walki z systemem.

Została Milena. Tej to się dopiero trafiło. Bycie cienkuszem to musi być paskudna sprawa. Za dnia nie wyjdzie, a i tak jest słabsza od innych pijawek. Trochę jej tego współczuję. Jest spokojna, grzeczna. Taka szara myszka. Nie daje powodów, by jej nie lubić.

I wiesz co, jest całkiem ładna. Spodobałaby ci się. Może kiedyś ją tu zaprosimy? W sumie nie pytałem, czy jest zajęta.

B: Mówisz, że nasze nie-życie erotyczne potrzebuje urozmaicenia? W sumie…

KONIEC TRANSKRYPCJI