Poniższy materiał powstał
dzięki wsparciu
naszych Ryzykownych Patronów.
Dołącz do nich!


Warszawa, XX.05.20XX

Załącznik nr 15002902

Transkrypcja rozmowy nagranej przez podsłuch. Biorą w niej udział obiekt SO115 (Rozmówca A) oraz obiekt SO115-b (Rozmówca B).

POCZĄTEK TRANSKRYPCJI

Rozmówca B: …mówiłem już, wszystko w porządku. Wyliżę się.

Rozmówca A: To może chociaż mojej krwi się napij?

B: (chwila ciszy) Już nie kuś. (głęboki wdech) Nie chcę być bezczelny, ale wydawało mi się, że postrzegasz Gabriela jako rywala. A jednak się przejęłaś.

A: Rywal jak rywal. Ale chociaż własny rywal. Nasz. Był ze mną jeszcze przed pozostałymi, jak wiesz. Należał do MOJEJ koterii. Nikt z zewnątrz nie miał prawa go tknąć.

B: No właśnie sam już nie jestem pewien, na ile wasz konflikt był prawdziwy, a na ile stanowił tylko grę pozorów.

A: Ha. Wiesz co, takie przepychanki. Nie wiem, jak bardzo brał to na serio. Jednak przyjechał tu ze mną w konkretnym celu, a ja zostałam wyznaczona, by go osłaniać. Kurwa, i nawet to zjebał! Się panoszył, się siłował i bez sensu się sproszkował. Po prostu arghhhh! Na chuj się ciągle pchał tam, gdzie nie trzeba, sam! Zwyczajnie mógł posłuchać, ale nieee! Ja tu jestem pan, kurwa, inteligent i się muszę sadzić! Tak to jest z tymi głupio mądrymi, tylko się mądrzą, a życia – czy też nieżycia – w ogóle nie znają. Debil. Głupi, kurwa, debil… Ale to był NASZ debil.

B: Mhm. Ale pamiętasz, że klan Brujah to nie tylko wojownicy, lecz również filozofowie?

A: Już nie pierdol jak Horațiu. Od kiedy ty się wymądrzaniem zajmujesz?

B: Piłem jego krew długie lata, zanim skosztowałem twojej, wybacz więc, jeśli czasem niechcący go przypominam. Ambrozja potrzebuje silnego przywódcy, co do tego się zgadzamy. I zgadzamy się, że na ten moment nie ma lepszego kandydata od ciebie. Pytanie brzmi: jeśli nie chcesz używać mądrości, to co zamierzasz zrobić, aby reszta malkontentów z koterii przestała podważać twoje decyzje?

A: Jak będzie trzeba, to nawet przejadę ich mordami po asfalcie! Choć mam nadzieję, że oprzytomnieją wcześniej, a śmierć Gabriela tylko ich przekona do tego, że nie ma co się szlajać po lasach z duchami, gdy realne zagrożenie jest w mieście. I niech tylko który podskoczy. Albo niech stąd wypierdalają w podskokach, albo niech się w końcu ugną. Nie ma nic „pomiędzy”.

B: No dobra, ale jaki masz konkretnie plan? Ambicje?

A: O pula mea… Plan, plan, gówno, a nie plan. Jakbyś nie widział, jak dynamicznie się zmienia sytuacja! Myślisz, że da się coś konkretnego tutaj zaplanować? Tu trzeba działać zdecydowanie i odpowiadać na to, co się dzieje, a nie z dupy planować. Ważny jest cel. A moim jest wypierdolenie Kozaczków w kosmos i przejęcie przejścia granicznego. Już był taki jeden, co planował – jakiegoś tam konia trojańskiego, przypomnieć ci, co się z nim stało?

B: Ech… Nie, nie trzeba. (szuranie, jakby ktoś przesuwał jakieś pudło) Chodzi mi tylko o to, że świat pijawek to nie do końca to samo, co gangsterka. Siła fizyczna nie musi być rozwiązaniem każdego problemu.

A: No i widzisz – ja się z tym zgadzam. Nie każdego, ale dużą liczbę ogarnie. Po za tym nie wiem, czy widzisz, że to pijawki są w klatce, a nie ludzie. To my musimy uważać na każdym kroku, by… Chociażby nie wybuchnąć z byle powodu. Jedyne, co nas nie ogranicza, to czas, choć jak widać… po Gabrielu… może jednak czas również. Myślisz, że się zębaci nie boją, że już nie wstaną? Ha! Jeśli moja pięść przebije czyjąś główkę, to cała reszta będzie trząść portkami. Hajsy wśród pijawek nie mają znaczenia, tylko przysługi, ale tych wolę nie zaciągać. Wolę się skupić na moim gangu, a nie na giereczkach i planach pijawek.

B: Rozumiem. Jednak łatwo się denerwujesz, kiedy coś idzie nie po twojej myśli… Nie, że cię za to winię, masz to we krwi. Ale w sumie, czy jest coś, co cię uspokaja?

A: Chyba, kurwa, ty. Łatwo? Łatwo?! Skoro łatwo, to może w ogóle powinnam przestać się hamować, hę? Chyba jednak nie lubisz swojego życia, chcesz je zakończyć w ten sposób? Więc uspokój dupę. Jak nie planuję, tylko działam, to nie ma co nie iść po mojej myśli. Nie ma to jak braterskie działanie ramię w ramię z innymi! To jest kurwa to! Nie ma lepszego uczucia! Wkurwia tylko pasywność reszty. Tylko ten tam, od Mariusza, wydaje się sensowniejszy jakiś.

B: Czyli gdyby Mariusz i Milena nie byli tacy pasywni, wszystko byłoby w porządku?

A: Taaa. Ruszyliby w końcu te swoje dupy wołowe, tobym nie miała co się na nich denerwować. Mariusz to wiesz, taki typ zza kulis, co tylko by czekał, aż inni brudną robotę odwalą. A Milena? Cóż. Nie wróżę jej zbyt długiego nieżycia, skoro z niej taka miękka ciapa.

B: Ale chyba byś jej nie skrzywdziła?

A: Hm. To zależy. Jeśli się nie ogarnie i będzie wciąż pasywnie w kąciku siedzieć, to mogę w końcu nie wytrzymać. Poza tym… Wiesz dobrze, że skrzywdziłabym każdego, jeśliby mnie zdradził. Mnie lub Szerszeni… lub kogokolwiek innego, kogo uznam za swojego. Zdrady się nie wybacza. Nie ma dla niej usprawiedliwienia! Więc czy to byłaby Milenka-srenka, czy ktokolwiek, kurwa, inny, przeszedłby przez dużo gorsze przeboje niż morda na asfalcie.

B: Tylko na Szerszeniach naprawdę ci zależy.

A: Tak, naprawdę mi na nich zależy. Sama idę zawsze w pierwszym szeregu, żeby nic im się nie stało – własną piersią bym osłoniła! Ale… Zależy mi nie tylko na nich… Na Tobie też. Chociaż pewnie jesteś przy mnie i tak tylko ze względu na moją krew i przykaz Horațiu. Gdybyś mógł, tobyś zniknął przy pierwszej lepszej okazji – takie jest kurwa piękne to całe nieżycie. Nie wiadomo, komu można tak naprawdę ufać. No dobra. Może chociaż jeszcze Horațiu nie jest gnojem…

(dłuższa cisza)

No dobra, nie jest. W sumie, to szacun dla gościa. Gdyby był gnojem, to pewnie by mnie nie wyciągnął z tej przeklętej speluny, ech…

(cisza)

B: (cicho) Nie, Horațiu nie jest gnojem. (głośniej) Speluny? Ach, masz na myśli ten… sierociniec w Suczawie? (z wahaniem) Co tam się tak właściwie wydarzyło?

A: To, co wszędzie… Wpierdol nawet za najbardziej gówniane rzeczy. Za nocne eskapady dostawałam takie wciry, że sobie nawet nie wyobrażasz. Wiesz, że to tam właśnie dzieciaki nazwały mnie Viespą? Wiesz dlaczego? Pasy: białe, czerwone, białe, czerwone… Od stóp po sam tyłek. Piekło jak jasny skurwysyn. Jak tylko odzyskałam czucie w nogach, poprzysięgłam sobie, już nigdy więcej nie być słaba! Sucz się doigrała, a reszta dzieciaków też miała już dość. Żaden brodaty gościu siedzący na chmurce by nam nie pomógł. Jesteś tylko ty i twoja banda kontra reszta świata, tak długo, jak żyjesz. A potem? Co mnie kurwa obchodzi potem! Trzeba brać życie w swoje ręce.

Wiesz, że wcześniej nie zamykano kuchennych szafek i szuflad w sierocińcach? Dwunastka z nas uzbrojonych w sztućce kontra śpiąca opiekunka. Ha, do dziś pamiętam to jej zaskoczone spojrzenie po nagłej pobudce od pierwszego dźgnięcia. Mojego dźgnięcia… O tej małej rewolcie mówiło się szeptem przez lata, bo oficjalnie trzeba było zatuszować, w czym, z tego co wiem, sam Horațiu z resztą pomógł. Jedyne, czego żałuję, to tego, że tej drugiej kurwy nie udało mi się dopaść.

(dłuższa cisza)

B: (odchrząkuje) Mówisz, że żałujesz, że nie dopadłaś drugiej opiekunki. Ale czy miewasz wyrzuty sumienia? Z jakiegokolwiek powodu?

A: Heh. Raczej nie. Staram się żyć tak, żeby niczego nie żałować. Stało się, to się stało, na chuj drążyć temat. Jedyne wyrzuty, jakie mam, to wyrzuty wkurwu.

B: Taaak… Zdaje się, że zatoczyliśmy koło. Pozwolisz, że wrócę do pracy.

A: No! Właśnie! Już mnie nie wkurwiaj tym filozofowaniem! I weź się, kurna, napij ze mnie, bo nie mogę patrzeć na to twoje oko!

B: …które sama mi podbiłaś…

A: Weź nie pierdol już, bo jak ty wyglądasz…!

KONIEC TRANSKRYPCJI

Poniższy materiał powstał
dzięki wsparciu
naszych Ryzykownych Patronów.
Dołącz do nich!


Warszawa, XX.05.20XX

Załącznik nr 15002902

Transkrypcja rozmowy nagranej przez podsłuch. Biorą w niej udział obiekt SO115 (Rozmówca A) oraz obiekt SO115-b (Rozmówca B).

POCZĄTEK TRANSKRYPCJI

Rozmówca B: …mówiłem już, wszystko w porządku. Wyliżę się.

Rozmówca A: To może chociaż mojej krwi się napij?

B: (chwila ciszy) Już nie kuś. (głęboki wdech) Nie chcę być bezczelny, ale wydawało mi się, że postrzegasz Gabriela jako rywala. A jednak się przejęłaś.

A: Rywal jak rywal. Ale chociaż własny rywal. Nasz. Był ze mną jeszcze przed pozostałymi, jak wiesz. Należał do MOJEJ koterii. Nikt z zewnątrz nie miał prawa go tknąć.

B: No właśnie sam już nie jestem pewien, na ile wasz konflikt był prawdziwy, a na ile stanowił tylko grę pozorów.

A: Ha. Wiesz co, takie przepychanki. Nie wiem, jak bardzo brał to na serio. Jednak przyjechał tu ze mną w konkretnym celu, a ja zostałam wyznaczona, by go osłaniać. Kurwa, i nawet to zjebał! Się panoszył, się siłował i bez sensu się sproszkował. Po prostu arghhhh! Na chuj się ciągle pchał tam, gdzie nie trzeba, sam! Zwyczajnie mógł posłuchać, ale nieee! Ja tu jestem pan, kurwa, inteligent i się muszę sadzić! Tak to jest z tymi głupio mądrymi, tylko się mądrzą, a życia – czy też nieżycia – w ogóle nie znają. Debil. Głupi, kurwa, debil… Ale to był NASZ debil.

B: Mhm. Ale pamiętasz, że klan Brujah to nie tylko wojownicy, lecz również filozofowie?

A: Już nie pierdol jak Horațiu. Od kiedy ty się wymądrzaniem zajmujesz?

B: Piłem jego krew długie lata, zanim skosztowałem twojej, wybacz więc, jeśli czasem niechcący go przypominam. Ambrozja potrzebuje silnego przywódcy, co do tego się zgadzamy. I zgadzamy się, że na ten moment nie ma lepszego kandydata od ciebie. Pytanie brzmi: jeśli nie chcesz używać mądrości, to co zamierzasz zrobić, aby reszta malkontentów z koterii przestała podważać twoje decyzje?

A: Jak będzie trzeba, to nawet przejadę ich mordami po asfalcie! Choć mam nadzieję, że oprzytomnieją wcześniej, a śmierć Gabriela tylko ich przekona do tego, że nie ma co się szlajać po lasach z duchami, gdy realne zagrożenie jest w mieście. I niech tylko który podskoczy. Albo niech stąd wypierdalają w podskokach, albo niech się w końcu ugną. Nie ma nic „pomiędzy”.

B: No dobra, ale jaki masz konkretnie plan? Ambicje?

A: O pula mea… Plan, plan, gówno, a nie plan. Jakbyś nie widział, jak dynamicznie się zmienia sytuacja! Myślisz, że da się coś konkretnego tutaj zaplanować? Tu trzeba działać zdecydowanie i odpowiadać na to, co się dzieje, a nie z dupy planować. Ważny jest cel. A moim jest wypierdolenie Kozaczków w kosmos i przejęcie przejścia granicznego. Już był taki jeden, co planował – jakiegoś tam konia trojańskiego, przypomnieć ci, co się z nim stało?

B: Ech… Nie, nie trzeba. (szuranie, jakby ktoś przesuwał jakieś pudło) Chodzi mi tylko o to, że świat pijawek to nie do końca to samo, co gangsterka. Siła fizyczna nie musi być rozwiązaniem każdego problemu.

A: No i widzisz – ja się z tym zgadzam. Nie każdego, ale dużą liczbę ogarnie. Po za tym nie wiem, czy widzisz, że to pijawki są w klatce, a nie ludzie. To my musimy uważać na każdym kroku, by… Chociażby nie wybuchnąć z byle powodu. Jedyne, co nas nie ogranicza, to czas, choć jak widać… po Gabrielu… może jednak czas również. Myślisz, że się zębaci nie boją, że już nie wstaną? Ha! Jeśli moja pięść przebije czyjąś główkę, to cała reszta będzie trząść portkami. Hajsy wśród pijawek nie mają znaczenia, tylko przysługi, ale tych wolę nie zaciągać. Wolę się skupić na moim gangu, a nie na giereczkach i planach pijawek.

B: Rozumiem. Jednak łatwo się denerwujesz, kiedy coś idzie nie po twojej myśli… Nie, że cię za to winię, masz to we krwi. Ale w sumie, czy jest coś, co cię uspokaja?

A: Chyba, kurwa, ty. Łatwo? Łatwo?! Skoro łatwo, to może w ogóle powinnam przestać się hamować, hę? Chyba jednak nie lubisz swojego życia, chcesz je zakończyć w ten sposób? Więc uspokój dupę. Jak nie planuję, tylko działam, to nie ma co nie iść po mojej myśli. Nie ma to jak braterskie działanie ramię w ramię z innymi! To jest kurwa to! Nie ma lepszego uczucia! Wkurwia tylko pasywność reszty. Tylko ten tam, od Mariusza, wydaje się sensowniejszy jakiś.

B: Czyli gdyby Mariusz i Milena nie byli tacy pasywni, wszystko byłoby w porządku?

A: Taaa. Ruszyliby w końcu te swoje dupy wołowe, tobym nie miała co się na nich denerwować. Mariusz to wiesz, taki typ zza kulis, co tylko by czekał, aż inni brudną robotę odwalą. A Milena? Cóż. Nie wróżę jej zbyt długiego nieżycia, skoro z niej taka miękka ciapa.

B: Ale chyba byś jej nie skrzywdziła?

A: Hm. To zależy. Jeśli się nie ogarnie i będzie wciąż pasywnie w kąciku siedzieć, to mogę w końcu nie wytrzymać. Poza tym… Wiesz dobrze, że skrzywdziłabym każdego, jeśliby mnie zdradził. Mnie lub Szerszeni… lub kogokolwiek innego, kogo uznam za swojego. Zdrady się nie wybacza. Nie ma dla niej usprawiedliwienia! Więc czy to byłaby Milenka-srenka, czy ktokolwiek, kurwa, inny, przeszedłby przez dużo gorsze przeboje niż morda na asfalcie.

B: Tylko na Szerszeniach naprawdę ci zależy.

A: Tak, naprawdę mi na nich zależy. Sama idę zawsze w pierwszym szeregu, żeby nic im się nie stało – własną piersią bym osłoniła! Ale… Zależy mi nie tylko na nich… Na Tobie też. Chociaż pewnie jesteś przy mnie i tak tylko ze względu na moją krew i przykaz Horațiu. Gdybyś mógł, tobyś zniknął przy pierwszej lepszej okazji – takie jest kurwa piękne to całe nieżycie. Nie wiadomo, komu można tak naprawdę ufać. No dobra. Może chociaż jeszcze Horațiu nie jest gnojem…

(dłuższa cisza)

No dobra, nie jest. W sumie, to szacun dla gościa. Gdyby był gnojem, to pewnie by mnie nie wyciągnął z tej przeklętej speluny, ech…

(cisza)

B: (cicho) Nie, Horațiu nie jest gnojem. (głośniej) Speluny? Ach, masz na myśli ten… sierociniec w Suczawie? (z wahaniem) Co tam się tak właściwie wydarzyło?

A: To, co wszędzie… Wpierdol nawet za najbardziej gówniane rzeczy. Za nocne eskapady dostawałam takie wciry, że sobie nawet nie wyobrażasz. Wiesz, że to tam właśnie dzieciaki nazwały mnie Viespą? Wiesz dlaczego? Pasy: białe, czerwone, białe, czerwone… Od stóp po sam tyłek. Piekło jak jasny skurwysyn. Jak tylko odzyskałam czucie w nogach, poprzysięgłam sobie, już nigdy więcej nie być słaba! Sucz się doigrała, a reszta dzieciaków też miała już dość. Żaden brodaty gościu siedzący na chmurce by nam nie pomógł. Jesteś tylko ty i twoja banda kontra reszta świata, tak długo, jak żyjesz. A potem? Co mnie kurwa obchodzi potem! Trzeba brać życie w swoje ręce.

Wiesz, że wcześniej nie zamykano kuchennych szafek i szuflad w sierocińcach? Dwunastka z nas uzbrojonych w sztućce kontra śpiąca opiekunka. Ha, do dziś pamiętam to jej zaskoczone spojrzenie po nagłej pobudce od pierwszego dźgnięcia. Mojego dźgnięcia… O tej małej rewolcie mówiło się szeptem przez lata, bo oficjalnie trzeba było zatuszować, w czym, z tego co wiem, sam Horațiu z resztą pomógł. Jedyne, czego żałuję, to tego, że tej drugiej kurwy nie udało mi się dopaść.

(dłuższa cisza)

B: (odchrząkuje) Mówisz, że żałujesz, że nie dopadłaś drugiej opiekunki. Ale czy miewasz wyrzuty sumienia? Z jakiegokolwiek powodu?

A: Heh. Raczej nie. Staram się żyć tak, żeby niczego nie żałować. Stało się, to się stało, na chuj drążyć temat. Jedyne wyrzuty, jakie mam, to wyrzuty wkurwu.

B: Taaak… Zdaje się, że zatoczyliśmy koło. Pozwolisz, że wrócę do pracy.

A: No! Właśnie! Już mnie nie wkurwiaj tym filozofowaniem! I weź się, kurna, napij ze mnie, bo nie mogę patrzeć na to twoje oko!

B: …które sama mi podbiłaś…

A: Weź nie pierdol już, bo jak ty wyglądasz…!

KONIEC TRANSKRYPCJI