Poniższy materiał powstał
dzięki wsparciu
naszych Ryzykownych Patronów.
Dołącz do nich!


Warszawa XX.05.20XX

Raport nr 15002901

Transkrypcja rozmowy z agentką terenową por. Dianą Kostrzewą (pseud. oper. Milena Górska) przeprowadzonej przez dr Adrianę Czechowicz na wniosek st. sierż. szt. Roberta Kwiatkowskiego.

Rozmowa została przeprowadzona online za pośrednictwem połączenia zabezpieczonego zgodnie z procedurami (patrz Załącznik nr DI-8202016).

Dobry wieczór, pani porucznik. Czy dobrze mnie pani widzi i słyszy? Może pani bezpiecznie rozmawiać?

Dobry wieczór. Tak, mogę rozmawiać. Połączenie jest dobre.

Nazywam się dr Adriana Czechowicz. Może mnie pani nie kojarzyć, ale pracuję w ABW jako psycholog. Otrzymaliśmy ostatnio raport dotyczący pewnych… niepokojących zdarzeń w jednym z hosteli w Ryblasce-Zdroju. W związku z tym poproszono mnie o przeprowadzenie z panią rozmowy.

Rozumiem.

Proszę się rozluźnić i spokojnie odpowiadać na pytania. Ta rozmowa da najlepsze rezultaty, jeśli będzie pani mówiła szczerze i to, co jako pierwsze przyjdzie pani na myśl.

Na początek pozwoli pani, że uzgodnimy kilka faktów z pani przeszłości. Pani porucznik pracowała w ABW jeszcze przed zakażeniem, prawda? Jaki dokładnie charakter miała ta praca?

Tak, zgadza się. Od początku należałam do jednostki terenowej, naszym zadaniem była neutralizacja zagrożeń. Po przeniesieniu do ABW i po kilku kolejnych latach służby, gdy osiągnęłam nieco wyższy stopień, zaproponowano mi udział w programie „Świt”. Po przejściu odpowiednich szkoleń dostałam się do aktualnej jednostki… zajmującej się neutralizacją zagrażających społeczeństwu zimnokrwistych. Służyłam tam trzy lata, do czasu… incydentu skutkującego moim zakażeniem.

I jak pani wspomina siebie z tamtych czasów? Jak praca w ABW panią ukształtowała?

To była ciężka i wymagająca praca, ale satysfakcjonująca. Czułam, że to, co robię – to, co robiliśmy – służy społeczeństwu. Nawet jeśli nasze działania były niewidoczne i ogół społeczny miał się nigdy o nich nie dowiedzieć, wiedziałam, że chronimy bezbronnych ludzi.

To w tamtym okresie poznała pani również porucznik Urbanek, prawda? Zdaje się, że wasze relacje nie miały charakteru wyłącznie służbowego?

(zmieszana) Ja… My nie… to znaczy… Zapewniam panią, że z porucznik Urbanek łączyła nas tylko przyjaźń, a prywatne relacje nie miały wpływu na jakość służby, co mogą potwierdzić również nasi ówcześni przełożeni.

(łagodnie) To pytanie nie miało na celu podważenia profesjonalizmu pani czy porucznik Urbanek. Chodzi raczej o motywacje, które sprawiły, że sama się pani zgłosiła do zbadania sprawy jej zaginięcia.

Ach, tak, tak, oczywiście. (po chwili zastanowienia) Jak wspomniałam, łączyła nas przyjaźń. Mnie, porucznik Urbanek i pułkownika… przepraszam, starszego sierżanta sztabowego Kwiatkowskiego. Niektórzy przezywali nas wręcz „team Buffy”, albo – bardziej pieszczotliwie – „buffinkami”.

Znałam dobrze porucznik Urbanek i wiem, że jest… była… przede wszystkim profesjonalistką. Zarówno przełożeni, jak i współpracownicy wysoko cenili jej umiejętności. Dlatego to nagłe i tajemnicze zaginięcie wstrząsnęło wszystkimi w jednostce. Jestem przekonana, że gdyby mogła, przekazałaby mi… nam, w ten czy inny sposób, że potrzebuje wsparcia. Biorąc pod uwagę, co wydarzyło się parę lat wcześniej… Trudno nie łączyć ze sobą tych dwóch zdarzeń.

À propos tych „paru lat”… Próbuję się wczuć w pani sytuację, nie ukrywam, że dla naszego całego wydziału to unikalna okazja, aby prowadzić bezpośrednie badania nad zimnokrwistością. Czy potrafi pani komuś, kto nigdy tego nie doświadczył, opowiedzieć, jak to jest? Zwłaszcza że według naszego aktualnego stanu wiedzy, przechodzi pani infekcję łagodniej niż większość osobników.

(krzywi się, po chwili) Tak, to prawda. Jeśli już musi pani wiedzieć, w porównaniu do typowych osobników, które udało nam się schwytać na przestrzeni lat, światło słoneczne oddziałuje na mnie łagodniej niż na innych zarażonych. Wbrew temu, co twierdzili zatrzymani zimokrwiści, nie potrzebuję ludzkiej krwi do przetrwania, wystarcza mi całkowicie zwierzęca. Nie doświadczam stanu, który oni nazywają „szałem” czy „przejęciem przez Bestię”. Większość obserwacji i wniosków znajdzie pani w raporcie doktora Franza, do którego z pewnością ma pani dostęp.

Nie doświadcza pani owych niekontrolowanych wybuchów agresji, które inni zimnokrwiści nazywają „szałem”, tak pani twierdzi? Czy w takim razie zajście w hostelu było jednak zaplanowaną akcją, a nie przypadkiem?

To… był nieszczęśliwy wypadek.

(po chwili) A tak zupełnie hipotetycznie, gdyby jednak pani infekcja objawiała się również tym tak zwanym szałem… Jak pani sądzi, co najprędzej by go u pani wywołało?

Tak zupełnie hipotetycznie, biorąc pod uwagę to, co wiemy o typowych zarażonych… Zakładam, że bardzo silne emocje. Być może w przypadku, gdyby coś bezpośrednio zagroziło osobom, z którymi jestem związana emocjonalnie… za które jestem odpowiedzialna… współagentów…

Rozumiem. (notuje) Spróbujmy zrobić teraz krok w tył i spojrzeć na całą sprawę szerzej. Pokusi się pani o autoocenę? O próbę podsumowania, jak infekcja wpłynęła na pani charakter i naturę?

(chwila milczenia) Nie wydaje mi się, żeby sama infekcja w jakiś sposób zmieniła moją osobowość, jeśli o to pani pyta. Jednak… same okoliczności… zainfekowania… tego, co się wtedy stało… Szczerze mówiąc, to był wstrząs. Oczywiście, gdy jesteśmy wysyłani na akcję, nie jedziemy przeświadczeni o własnej nietykalności, ale… jakoś… nie myślałam nigdy o tym, że ktoś z naszych – że ja sama – zostanie zainfekowany. Zawsze myślałam, że najgorsze, co może mnie tam spotkać, to śmierć.

Co pani czuje na myśl o zimnokrwistym, który panią zaraził?

(parsknięcie) A jak pani sądzi? Co można myśleć o kimś, kto przemocą i gwałtem skazał mnie na takie życie? (chwila ciszy) To bestia… A dzikie bestie trzeba odstrzelić.

A gdyby udało się stworzyć lekarstwo na… ten stan? Skorzystałaby pani? Chciałaby pani… odzyskać dawne życie?

…Czy to jakiś żart? Oczywiście że tak, co to za pytanie? Naprawdę pani myśli, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach chciałby takiego życia? Oni o tym wiedzą, dlatego zarażają gwałtem albo podstępem. Przecież nawet jeden z zimnokrwistych, których obserwuję – LB219 – przyznał mi, że został zarażony podstępem. Zwabiono go obietnicą władzy i prestiżu, ale nie wiedział, z czym się to wiąże. Działał w przekonaniu, że przystępuje do jakiejś elitarnej grupy.

Spróbujmy zatem podsumować. Wziąwszy pod uwagę pani… dolegliwości, jak pani postrzega swoją aktualną rolę w ABW?

(zastanawia się) Szczerze mówiąc… Z jednej strony gdybym miała możliwość odwrócenia tego stanu, zrobiłabym to bez wahania. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że dzięki niemu jestem w stanie osiągnąć to, co wcześniej było dla nas niemożliwe, zbliżyć się do zimnokrwistych i pozyskać od nich informacje. Otwiera nam to nowe perspektywy, pozwala obserwować i poznawać motywacje zakażonych. Jednak praca w wywiadzie to dla mnie zmiana o 180 stopni. Czasem zastanawiam się, czy dobrze ją wykonuję. Zastanawiam się, jakie mogą być konsekwencje moich potknięć.

Z naszych danych wynika, że zimnokrwiści lubują się w sformułowaniach związanych z drapieżnictwem. „Bestia”, „szał” i tak dalej, i tak dalej. Rozumiem jednak, że pani nie widzi siebie jako drapieżnika?

W porównaniu do nich? Nie. Raczej… jako bombę zegarową niż drapieżnika.

Porozmawiajmy teraz przez chwilę o pani aktualnej przykrywce, o „Milenie Górskiej”. Jak się pani czuje w jej skórze?

„Milena”… To z pewnością inna osoba niż „Diana”. Ale jako że najlepsze kłamstwa zawierają w sobie ziarno prawdy, w „Milenie” jest trochę z „Diany”. Choć czasem, mimo że wiem, że moja rola na to nie pozwala, tęsknię do bardziej bezpośrednich i zdecydowanych działań.

Czy doświadcza pani jakichkolwiek trudności z podtrzymaniem tej przykrywki?

Jak już mówiłam, czasem trudno powstrzymać się od działania, od bezpośredniego sprzeciwu wobec… obserwowanych obiektów… zwłaszcza jeśli zagrażają osobom postronnym. To ciągła kalkulacja: czy ratować bezpośrednio zagrożonych ludzi, czy poświęcić ich dla dobra długofalowego celu. To zdecydowanie najtrudniejsza część tego zadania.

A jak wyglądają pani stosunki z obserwowanymi obiektami? Proszę mówić szczerze, to bardzo ważne nie tylko dla pani personalnej ewaluacji, ale dla powodzenia całej misji. Jakie relacje panują między panią a zimnokrwistymi? Co pani sądzi o poszczególnych członkach tej grupy?

O poszczególnych członkach…? Od kogo zacząć…

Obiekt SO115 to zdecydowanie najbardziej narwana z nich. Widzi samą siebie jako przywódczynię, ale tak naprawdę brakuje jej cech przywódcy. Nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich działań i nie bierze odpowiedzialności za nie. Działa chaotycznie, zwykle bez planu. Myślę, że przez to najłatwiej byłoby ją podejść, wciągnąć w zasadzkę. Jednak te same cechy – oraz dodatkowo jej siła fizyczna i szybkość – czynią z niej bardzo trudnego przeciwnika w walce. Moim zdaniem niemożliwe jest przechwycenie jej jako obiektu badań, a likwidację zalecałabym z dystansu.

Obiekt EZ3923 również widzi siebie jako przywódcę i na tym polu dochodziło między nim i SO115 do ciągłych tarć. Myśli, zanim podejmie jakieś działanie. Ale zamiast podjąć jakąś konkretną decyzję i przejąć dowodzenie, woli pokazywać swoją wyższość intelektualną. Myślę, że jest pod tym względem próżny i można to wykorzystać w dalszych przesłuchaniach i badaniach. Jednak trzeba by było wykazać się zręcznością i sprytem.

Obiekt LB219 To największa enigma w grupie. Nie wychyla się, gdy trzeba podjąć inicjatywę, i nie walczy o przywództwo, jak pozostała dwójka. Ale… myślę, że nierozsądnie byłoby go lekceważyć. Czasem w najmniej oczekiwanym momencie potrafi przejąć kontrolę nad sytuacją i zastraszyć pozostałą dwójkę. W jakiś sposób potrafi… zamrozić ofiarę w bezruchu. Przez to bywa bardzo niebezpieczny i również w jego przypadku zalecałabym działania z dystansu.

Rozumiem. Tak przy okazji, chyba należą się pani i agentowi Kwiatkowskiemu gratulacje z powodu przechwycenia obiektu EZ3923.

Jak pani zatem ocenia: nie będzie pani miała problemów w odpowiednim momencie zadziałać przeciwko pozostałym dwóm obiektom?

Przy odpowiednim wcześniejszym przygotowaniu i zaplanowaniu – nie, nie sądzę, żeby pojawiły się jakieś problemy. Jeśli pyta pani o moje nastawienie emocjonalne – również nie widzę pod tym względem problemów.

(przegląda w milczeniu notatki)

No dobrze, nasza rozmowa właściwie dobiega końca. Proszę mi jeszcze tylko powiedzieć, pani porucznik, czy nie ma żadnego problemu z rodzimowiercami? Nie potrzebuje pani żadnych dodatkowych szkoleń w tym zakresie? Nasze kontakty dopilnowały, aby się pani zaaklimatyzowała?

Aklimatyzacja przebiegła bez większych problemów. To raczej otwarta społeczność, do tego zżyta – mam wrażenie, że po trochu z musu, biorąc pod uwagę wrogość ze strony miejscowego proboszcza. Co do dodatkowych szkoleń… Mam podejrzenia, że kult Welesa i kult Żmija mogą w jakiś sposób być powiązane z zimnokrwistymi. Oczywiście nie z obecnie obserwowanymi obiektami, ale z wcześniejszymi grupami, które działały – a być może wciąż działają – na tych terenach. Myślę, że dodatkowe szkolenie związane z tymi dwoma kultami mogłoby pomóc rzucić światło na wydarzenia, które tu zaszły.

Oczywiście. Przekażę pani prośbę dalej.

(składa papiery) Bardzo dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Poniższy materiał powstał
dzięki wsparciu
naszych Ryzykownych Patronów.
Dołącz do nich!


Warszawa XX.05.20XX

Raport nr 15002901

Transkrypcja rozmowy z agentką terenową por. Dianą Kostrzewą (pseud. oper. Milena Górska) przeprowadzonej przez dr Adrianę Czechowicz na wniosek st. sierż. szt. Roberta Kwiatkowskiego.

Rozmowa została przeprowadzona online za pośrednictwem połączenia zabezpieczonego zgodnie z procedurami (patrz Załącznik nr DI-8202016).

Dobry wieczór, pani porucznik. Czy dobrze mnie pani widzi i słyszy? Może pani bezpiecznie rozmawiać?

Dobry wieczór. Tak, mogę rozmawiać. Połączenie jest dobre.

Nazywam się dr Adriana Czechowicz. Może mnie pani nie kojarzyć, ale pracuję w ABW jako psycholog. Otrzymaliśmy ostatnio raport dotyczący pewnych… niepokojących zdarzeń w jednym z hosteli w Ryblasce-Zdroju. W związku z tym poproszono mnie o przeprowadzenie z panią rozmowy.

Rozumiem.

Proszę się rozluźnić i spokojnie odpowiadać na pytania. Ta rozmowa da najlepsze rezultaty, jeśli będzie pani mówiła szczerze i to, co jako pierwsze przyjdzie pani na myśl.

Na początek pozwoli pani, że uzgodnimy kilka faktów z pani przeszłości. Pani porucznik pracowała w ABW jeszcze przed zakażeniem, prawda? Jaki dokładnie charakter miała ta praca?

Tak, zgadza się. Od początku należałam do jednostki terenowej, naszym zadaniem była neutralizacja zagrożeń. Po przeniesieniu do ABW i po kilku kolejnych latach służby, gdy osiągnęłam nieco wyższy stopień, zaproponowano mi udział w programie „Świt”. Po przejściu odpowiednich szkoleń dostałam się do aktualnej jednostki… zajmującej się neutralizacją zagrażających społeczeństwu zimnokrwistych. Służyłam tam trzy lata, do czasu… incydentu skutkującego moim zakażeniem.

I jak pani wspomina siebie z tamtych czasów? Jak praca w ABW panią ukształtowała?

To była ciężka i wymagająca praca, ale satysfakcjonująca. Czułam, że to, co robię – to, co robiliśmy – służy społeczeństwu. Nawet jeśli nasze działania były niewidoczne i ogół społeczny miał się nigdy o nich nie dowiedzieć, wiedziałam, że chronimy bezbronnych ludzi.

To w tamtym okresie poznała pani również porucznik Urbanek, prawda? Zdaje się, że wasze relacje nie miały charakteru wyłącznie służbowego?

(zmieszana) Ja… My nie… to znaczy… Zapewniam panią, że z porucznik Urbanek łączyła nas tylko przyjaźń, a prywatne relacje nie miały wpływu na jakość służby, co mogą potwierdzić również nasi ówcześni przełożeni.

(łagodnie) To pytanie nie miało na celu podważenia profesjonalizmu pani czy porucznik Urbanek. Chodzi raczej o motywacje, które sprawiły, że sama się pani zgłosiła do zbadania sprawy jej zaginięcia.

Ach, tak, tak, oczywiście. (po chwili zastanowienia) Jak wspomniałam, łączyła nas przyjaźń. Mnie, porucznik Urbanek i pułkownika… przepraszam, starszego sierżanta sztabowego Kwiatkowskiego. Niektórzy przezywali nas wręcz „team Buffy”, albo – bardziej pieszczotliwie – „buffinkami”.

Znałam dobrze porucznik Urbanek i wiem, że jest… była… przede wszystkim profesjonalistką. Zarówno przełożeni, jak i współpracownicy wysoko cenili jej umiejętności. Dlatego to nagłe i tajemnicze zaginięcie wstrząsnęło wszystkimi w jednostce. Jestem przekonana, że gdyby mogła, przekazałaby mi… nam, w ten czy inny sposób, że potrzebuje wsparcia. Biorąc pod uwagę, co wydarzyło się parę lat wcześniej… Trudno nie łączyć ze sobą tych dwóch zdarzeń.

À propos tych „paru lat”… Próbuję się wczuć w pani sytuację, nie ukrywam, że dla naszego całego wydziału to unikalna okazja, aby prowadzić bezpośrednie badania nad zimnokrwistością. Czy potrafi pani komuś, kto nigdy tego nie doświadczył, opowiedzieć, jak to jest? Zwłaszcza że według naszego aktualnego stanu wiedzy, przechodzi pani infekcję łagodniej niż większość osobników.

(krzywi się, po chwili) Tak, to prawda. Jeśli już musi pani wiedzieć, w porównaniu do typowych osobników, które udało nam się schwytać na przestrzeni lat, światło słoneczne oddziałuje na mnie łagodniej niż na innych zarażonych. Wbrew temu, co twierdzili zatrzymani zimokrwiści, nie potrzebuję ludzkiej krwi do przetrwania, wystarcza mi całkowicie zwierzęca. Nie doświadczam stanu, który oni nazywają „szałem” czy „przejęciem przez Bestię”. Większość obserwacji i wniosków znajdzie pani w raporcie doktora Franza, do którego z pewnością ma pani dostęp.

Nie doświadcza pani owych niekontrolowanych wybuchów agresji, które inni zimnokrwiści nazywają „szałem”, tak pani twierdzi? Czy w takim razie zajście w hostelu było jednak zaplanowaną akcją, a nie przypadkiem?

To… był nieszczęśliwy wypadek.

(po chwili) A tak zupełnie hipotetycznie, gdyby jednak pani infekcja objawiała się również tym tak zwanym szałem… Jak pani sądzi, co najprędzej by go u pani wywołało?

Tak zupełnie hipotetycznie, biorąc pod uwagę to, co wiemy o typowych zarażonych… Zakładam, że bardzo silne emocje. Być może w przypadku, gdyby coś bezpośrednio zagroziło osobom, z którymi jestem związana emocjonalnie… za które jestem odpowiedzialna… współagentów…

Rozumiem. (notuje) Spróbujmy zrobić teraz krok w tył i spojrzeć na całą sprawę szerzej. Pokusi się pani o autoocenę? O próbę podsumowania, jak infekcja wpłynęła na pani charakter i naturę?

(chwila milczenia) Nie wydaje mi się, żeby sama infekcja w jakiś sposób zmieniła moją osobowość, jeśli o to pani pyta. Jednak… same okoliczności… zainfekowania… tego, co się wtedy stało… Szczerze mówiąc, to był wstrząs. Oczywiście, gdy jesteśmy wysyłani na akcję, nie jedziemy przeświadczeni o własnej nietykalności, ale… jakoś… nie myślałam nigdy o tym, że ktoś z naszych – że ja sama – zostanie zainfekowany. Zawsze myślałam, że najgorsze, co może mnie tam spotkać, to śmierć.

Co pani czuje na myśl o zimnokrwistym, który panią zaraził?

(parsknięcie) A jak pani sądzi? Co można myśleć o kimś, kto przemocą i gwałtem skazał mnie na takie życie? (chwila ciszy) To bestia… A dzikie bestie trzeba odstrzelić.

A gdyby udało się stworzyć lekarstwo na… ten stan? Skorzystałaby pani? Chciałaby pani… odzyskać dawne życie?

…Czy to jakiś żart? Oczywiście że tak, co to za pytanie? Naprawdę pani myśli, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach chciałby takiego życia? Oni o tym wiedzą, dlatego zarażają gwałtem albo podstępem. Przecież nawet jeden z zimnokrwistych, których obserwuję – LB219 – przyznał mi, że został zarażony podstępem. Zwabiono go obietnicą władzy i prestiżu, ale nie wiedział, z czym się to wiąże. Działał w przekonaniu, że przystępuje do jakiejś elitarnej grupy.

Spróbujmy zatem podsumować. Wziąwszy pod uwagę pani… dolegliwości, jak pani postrzega swoją aktualną rolę w ABW?

(zastanawia się) Szczerze mówiąc… Z jednej strony gdybym miała możliwość odwrócenia tego stanu, zrobiłabym to bez wahania. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że dzięki niemu jestem w stanie osiągnąć to, co wcześniej było dla nas niemożliwe, zbliżyć się do zimnokrwistych i pozyskać od nich informacje. Otwiera nam to nowe perspektywy, pozwala obserwować i poznawać motywacje zakażonych. Jednak praca w wywiadzie to dla mnie zmiana o 180 stopni. Czasem zastanawiam się, czy dobrze ją wykonuję. Zastanawiam się, jakie mogą być konsekwencje moich potknięć.

Z naszych danych wynika, że zimnokrwiści lubują się w sformułowaniach związanych z drapieżnictwem. „Bestia”, „szał” i tak dalej, i tak dalej. Rozumiem jednak, że pani nie widzi siebie jako drapieżnika?

W porównaniu do nich? Nie. Raczej… jako bombę zegarową niż drapieżnika.

Porozmawiajmy teraz przez chwilę o pani aktualnej przykrywce, o „Milenie Górskiej”. Jak się pani czuje w jej skórze?

„Milena”… To z pewnością inna osoba niż „Diana”. Ale jako że najlepsze kłamstwa zawierają w sobie ziarno prawdy, w „Milenie” jest trochę z „Diany”. Choć czasem, mimo że wiem, że moja rola na to nie pozwala, tęsknię do bardziej bezpośrednich i zdecydowanych działań.

Czy doświadcza pani jakichkolwiek trudności z podtrzymaniem tej przykrywki?

Jak już mówiłam, czasem trudno powstrzymać się od działania, od bezpośredniego sprzeciwu wobec… obserwowanych obiektów… zwłaszcza jeśli zagrażają osobom postronnym. To ciągła kalkulacja: czy ratować bezpośrednio zagrożonych ludzi, czy poświęcić ich dla dobra długofalowego celu. To zdecydowanie najtrudniejsza część tego zadania.

A jak wyglądają pani stosunki z obserwowanymi obiektami? Proszę mówić szczerze, to bardzo ważne nie tylko dla pani personalnej ewaluacji, ale dla powodzenia całej misji. Jakie relacje panują między panią a zimnokrwistymi? Co pani sądzi o poszczególnych członkach tej grupy?

O poszczególnych członkach…? Od kogo zacząć…

Obiekt SO115 to zdecydowanie najbardziej narwana z nich. Widzi samą siebie jako przywódczynię, ale tak naprawdę brakuje jej cech przywódcy. Nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich działań i nie bierze odpowiedzialności za nie. Działa chaotycznie, zwykle bez planu. Myślę, że przez to najłatwiej byłoby ją podejść, wciągnąć w zasadzkę. Jednak te same cechy – oraz dodatkowo jej siła fizyczna i szybkość – czynią z niej bardzo trudnego przeciwnika w walce. Moim zdaniem niemożliwe jest przechwycenie jej jako obiektu badań, a likwidację zalecałabym z dystansu.

Obiekt EZ3923 również widzi siebie jako przywódcę i na tym polu dochodziło między nim i SO115 do ciągłych tarć. Myśli, zanim podejmie jakieś działanie. Ale zamiast podjąć jakąś konkretną decyzję i przejąć dowodzenie, woli pokazywać swoją wyższość intelektualną. Myślę, że jest pod tym względem próżny i można to wykorzystać w dalszych przesłuchaniach i badaniach. Jednak trzeba by było wykazać się zręcznością i sprytem.

Obiekt LB219 To największa enigma w grupie. Nie wychyla się, gdy trzeba podjąć inicjatywę, i nie walczy o przywództwo, jak pozostała dwójka. Ale… myślę, że nierozsądnie byłoby go lekceważyć. Czasem w najmniej oczekiwanym momencie potrafi przejąć kontrolę nad sytuacją i zastraszyć pozostałą dwójkę. W jakiś sposób potrafi… zamrozić ofiarę w bezruchu. Przez to bywa bardzo niebezpieczny i również w jego przypadku zalecałabym działania z dystansu.

Rozumiem. Tak przy okazji, chyba należą się pani i agentowi Kwiatkowskiemu gratulacje z powodu przechwycenia obiektu EZ3923.

Jak pani zatem ocenia: nie będzie pani miała problemów w odpowiednim momencie zadziałać przeciwko pozostałym dwóm obiektom?

Przy odpowiednim wcześniejszym przygotowaniu i zaplanowaniu – nie, nie sądzę, żeby pojawiły się jakieś problemy. Jeśli pyta pani o moje nastawienie emocjonalne – również nie widzę pod tym względem problemów.

(przegląda w milczeniu notatki)

No dobrze, nasza rozmowa właściwie dobiega końca. Proszę mi jeszcze tylko powiedzieć, pani porucznik, czy nie ma żadnego problemu z rodzimowiercami? Nie potrzebuje pani żadnych dodatkowych szkoleń w tym zakresie? Nasze kontakty dopilnowały, aby się pani zaaklimatyzowała?

Aklimatyzacja przebiegła bez większych problemów. To raczej otwarta społeczność, do tego zżyta – mam wrażenie, że po trochu z musu, biorąc pod uwagę wrogość ze strony miejscowego proboszcza. Co do dodatkowych szkoleń… Mam podejrzenia, że kult Welesa i kult Żmija mogą w jakiś sposób być powiązane z zimnokrwistymi. Oczywiście nie z obecnie obserwowanymi obiektami, ale z wcześniejszymi grupami, które działały – a być może wciąż działają – na tych terenach. Myślę, że dodatkowe szkolenie związane z tymi dwoma kultami mogłoby pomóc rzucić światło na wydarzenia, które tu zaszły.

Oczywiście. Przekażę pani prośbę dalej.

(składa papiery) Bardzo dziękuję za dzisiejszą rozmowę.