Po wczorajszym stwierdzeniu faktu, że robiąc coś komuś bez jego zgody to przemoc, znowu wybiło szambo. Niektórzy poddaliby się, ale nie Nastii. Widzimy, jak bardzo edukacja antydyskryminacyjna jest potrzebna w naszym fandomie, więc stukamy w klawiaturę dalej.

Naszła nas w środku nocy metafora, która może być bardziej zrozumiała — w końcu może lepiej zadziała opis metaforyczny, niż powiedzenie wprost, skoro gramy w gry wyobraźni. Prawda? Prawda…? 

Dla uproszczenia, i ze względu na pewne tendencje społeczne, będziemy się posługiwać określeniem Kierowcy — na osoby poruszające się przy pomocy samochodów, oraz Rowerzystki — na osoby poruszające się na rowerach.

Jest sobie ulica Erpegowa, taka wiecie: asfaltowa, bez namalowanych pasów, pobocza, chodników na trzeciego da się wyprzedzić. Droga, jaka jest, każdy widzi, nie za fajna — ale jaka immersja! Różnego rodzaju niszowe poradniki podróżnicze zaczynają mówić: „Ej, tu jest taka droga, Erpegowa, chodźcie zobaczyć, bo super klimat!”. No i przybywają nie tylko Kierowcy, ale też Rowerzystki, ba, nawet Piesi!

Kierowcy byli tu od zawsze. Ta droga została wybudowana dla nich, przez nich, jest ich dumą przepełniającą pierś. Wypadki? No, zdarzają się — ale przecież to nie powód, żeby jeździć wolniej — w końcu zawsze jesteśmy ostrożni, a to, że się coś tam czasem zdarzy, to przecież wina tych, którzy się na tę drogę pakują, a nie doświadczonych Kierowców™.

Piesi rezygnują od razu — widzą brak infrastruktury, oświetlenia, samochody jeżdżą często — może to być zbyt niebezpieczne.

Rowerzystki zaczynają jeździć drogą, mając nadzieję, że Kierowcy w metalowych furach, ogarniają jakieś zasady kultury na drodze, nie będą jeździć zbyt blisko i szanować to, że są wolniejszymi uczestniczkami ruchu. Ale tak się nie dzieje. Raz, drugi, setny, kolejna Rowerzystka oberwała. Niektóre się pozbierały i kontynuują jazdę, inne zsiadają z roweru i dołączają do Pieszych — rezygnując z uczestnictwa w ruchu drogowym, a inne nawet mogły tego nie przeżyć — ale kto z Kierowców by się tym interesował, jeśli to nie oni osobiście uderzyli. Słusznie oburzone, poobijane i wspierające się nawzajem Rowerzystki, decydują się na budowę ścieżki rowerowej, wiecie, tak dla bezpieczeństwa ich samych. Nawet nie planują budować jej na drodze, ale wzdłuż, poszerzając istniejące możliwości ulicy pomieszczenia różnorodnych metod poruszania się.

Kierowcy w tym czasie zaczynają swój lament:

  • że ścieżka rowerowa psuje klimat ulicy, samym tym, że istnieje;
  • że wcześniej nie było żadnych wymysłów w postaci ścieżek, to dopiero były czasy dobrej jazdy;
  • że przecież, znają pewne Rowerzystki i żadna z nich wcale nie oberwała;
  • że same sobie są winne, bo śmią jeździć po ulicy, która jest dla AUT, a nie ROWERÓW;
  • że powinny mieć też samochód i się dostosować, a nie dodawać jakieś własne zasady;
  • że co to za wymuszanie na nich praw ścieżki rowerowej, oni jeżdżą przecież ulicą!;
  • że to chore, że w głowach się poprzewracało i wszędzie Rowerzystki widzą Kierowców, którzy tylko chcą je przejechać, a przecież NIE-KAŻDY-KIEROWCA;
  • że też miał wypadek i jakoś żyje!;
  • że pękają im żyłki, gdy widzą jakąkolwiek wzmiankę o istnieniu ścieżki;
  • że ulica NALEŻY DO NICH i nikt nie ma prawa niczego w niej zmieniać;
  • mój pojazd jest większy niż wasz, więc co mnie obchodzą wasze żądania;
  • że jak to, powinni wymienić tłumiki?! Przecież hałas ich aut, to zagłuszanie wolności słowa i prawa do posiadania auta, które pierdzi i dymi, a nie jakieś dbanie o przyjemne doświadczenia czy nietoksyczne powietrze. Wara od naszych samochodów!

Piesi zaś, zaczynają zwracać ponownie uwagę na drogę, widząc to, co Rowerzystki po prostu robią:

  • ej, to można tak dokładać zasady?
  • a myślicie, że chodnik też obok damy radę położyć?
  • a możemy też placyk zabaw dodać dla dzieci?
  • albo ławeczki dla osób starszych?

Kierowcy się burzą, a do Rowerzystek dołączają Piesi. Działają wspólnie, edukują o swoich działaniach, przyjmują coraz to kolejne Rolkarki czy też inne Hulajnożki. Rozmawiają, współpracują, tworzą metody i zasady, żeby sobie nie wjeżdżać w drogę. Nawet część sojuszniczych Kierowców wpadnie zobaczyć, co tam u nich ciekawego, zainteresować się, może coś podpowiedzieć na temat Starszych Zasad Ulicy i poopowiadać innym Kierowcom, żeby poszli zobaczyć super przecież Inicjatywa Niesamochodowa+ to zrobiła. Nawet mniejsza z nich część wpadnie na pomysł jakiegoś tam remontu drogi, załatania trochę dziur, odmalowania, chociażby pasów, żeby czołowo na siebie nie wjeżdżać (bo się zdarza również). Zestarzała się ta ulica z biegiem lat. Trochę by można odnowić, ale nie, Kierowcy wolą stać w zaparte, że to ICH ULICA I ŻADNYCH ZMIAN, BO ZAWSZE TAKA BYŁA. 

To, że ścieżka rowerowa istnieje, nie jest przymusem dla Kierowców, żeby się przesiadali na rowery. Jest to jedynie sygnał, że jazda metalową puszką nie jest jedyną możliwością eksploracji drogi i może być niebezpieczne zderzenie się z Kierowcą. Negowanie potrzeb Rowerzystek oraz innych osób do poczucia bezpieczeństwa, jakie ta ścieżka, czy jej otoczenie, daje — jest przemocowe. Nikt nie zabrania Kierowcom jeździć samochodami, więc przestańcie gaslightować ludzi, że ścieżka jest czymś niepotrzebnym czy wstydliwym, tylko dlatego, że nie zostaliście osobiście odpowiednio mocno potrąceni — każdy pojazd ma swoje własne statystyk i HPkii. Nie wjeżdżajcie w ścieżkę waszymi autami, bo wam się ona nie podoba! A jak widzicie zbłąkaną Rowerzystkę na ulicy, to zadbajcie o jej bezpieczeństwo i wyślijcie ją na ścieżkę. A jeśli nie jest zbłąkana — to po prostu w nią nie wjeżdżajcie i zachowajcie ostrożność. To, że ścieżka ISTNIEJE, POMAGA rozluźnić ruch na ulicy, oddając ją Kierowcom i daje alternatywę DODATKOWO dla innych pojazdów!

A teraz jak to w świetnych fabułach i metaforach: plot-twist!
To, czym się poruszamy, jest niewidzialne i możemy jedynie wierzyć na słowo, w to, co nam ktoś inny powie, że tym jeździ — bo zdrowia mentalnego nie widać. Kraksa, tak samo, jak jakakolwiek choroba mentalna, fizyczna, czy jakakolwiek inna dysfunkcja organizmu, jest tuż za zakrętem, którego się nie spodziewamy. Kierowcy oburzają się na świeżą ścieżkę, zamiast na dziury we własnej ulicy. A kto wie, może te puszki wcale nie są tak metalowe i niezwyciężone, jak się Kierowcom wydaje, a wolą zachowywać jedynie pozory bycia Posiadaczami Prawdziwych Samochodów™?

Kierowcy, po prostu — jeździjcie sobie swoją ulicą, jak chcecie, ale przestańcie torpedować istnienie ścieżek rowerowych, potrzebę ich istnienia, czy wjeżdżać w nie z impetem. Nie chcecie BHSów na swojej sesji? Pewnie, nie musicie chcieć. Ale ffs, wpisujcie, chociaż w rekrutacje do swoich piwnic „BHS: brak”, wtedy Rowerzystki będą wiedziały na czyje sesje nawet się nie zapisywać i naprawdę nie musicie NIC WIĘCEJ — to jest BARDZO wystarczający BHS. Pamiętajcie jednak, że w przypadku wydarzeń społecznych — jak chociażby konwenty, podcasty czy inne YT, BHSy są czymś niezbędnym i to nie jest „wasz prywatny stół w waszym domu”, tylko wspólnie zbudowana ścieżka, żeby umożliwić doświadczania immersji ulicy Erpegowej, każdemu, kto Kierowcą NIE MUSI BYĆ. Tu NALEŻY dać szansę osobom, bez samochodów.

Kurtyna.

Dołącz do nas!

Dołącz do Nas na discordowy serwer Ryzyka Narracyjnego, czekamy tam na Ciebie z całą naszą puchatością!

~Artykuł został napisany przez Anastazję „Nastii” Jaworską.